:: severus-snape-dark-pageblog

::
:: Z przeprosinami za długą nieobecność :)

:: strona główna

21:42:05 2005-02-03

Z przeprosinami za długą nieobecność :)


Problemy zdrowotne pozbawiły mnie możliwości pisania kolejnych części..niestety. Ale teraz biorę sie juz ostro do roboty. :)

Harry i Ron jak codzień zeszli na rano do kuchni. Wiedzieli, że w gabinecie ma miejsce jakieś super-ważne-spotkanie-którego-nic-nie-może-zakłócić, więc starali się być jak najciszej. Usiedli przy stole i Ron z miną potępieńca zaczął szykować im śniadanie. Młody Weasley ochłonął już trochę, po tym, jak rodzice przedstawili mu jego "siostrę". Jednak zdawał się posępny i odrobinę zagubiony w całej sytuacji. Równocześnie Harry, chcąc pomóc przyjacielowi, jeszcze pogarszał sprawę swoją natarczywością, czego nie omieszkała wytknąć mu Hermiona. Dlategoteż w pomieszczeniu panowała głucha cisza. Właściwie nie. Z małego pokoju na końcu korytarza usłyszeć można było podniesione głosy "dorosłych" debatujących na temat tego, co ich dotyczy najbardziej, a jednocześnie informacje dotyczące sytuacji, jeśli jakowe sie pojawiały, to były sporadyczne, cząstkowe i niepewne w swej autentyczności. Jednak dużo zmieniło sie dla Harry'ego na lepsze. W końcu Syriusz oficjalnie mógł się nim opiekować i ma rodzinę o której marzył. Ale życie w Norze to nie sielanka. Czuć wokół napięcie wytworzone jakimś nieuzasadnionym poddenerwowaniem.
Drzwi na końcu korytarza rozwarły sie i zatrzasnęły szybko z hukiem. Chłopcy zobaczyli tylko dwie osoby wychodzące szybko z sali. Potem wszystko sie uspokoiło. Ron opadł na krzesło.
- Dzieje się coś dziwnego... - Harry spojrzał na przyjaciela, który w zamyśleniu dukał kolejne słowa. - Oni nigdy sie tak nie zachowywali. Czuje, że cos jest nie tak.
- Myślisz, ze ukrywaliby przed nami coś naprawdę ważnego?
- Posłuchaj, Fred i George o czymś wiedzą i nie chcą mi za nic powiedzieć, w czym rzecz.
- Ale dobrze wiesz, że oni uwielbiają robić nas w konia.
- Stary, mówię Ci, to nie są żarty, cos tutaj się święci. Hermiona też coś mruczała pod nosem, oczywiście, nic zrozumiałego. - mówił Ron stojac przy oknie. Nagle zamilkł i z całą uwagą wlepił wzrok w szybę. Harry widząc to przysunął sie blizej przyjaciela.
- Czy to nie jest Twoja ...
- Taaaa..... - Ron miał minę co najmniej otępiałą.
- To znaczy że Twoja siostra i... i... Snape!!??!!
- Nawet tak nie żartuj, poprostu rozmawiają... chyba
Chwila ciszy.
Głuchy wybuch śmiechu.
- Aż nim obróciło.
- Faktycznie, macie sie z czego śmiać.
- Ginny, a co TY tutaj robisz??
- Niezapominaj się Ron, że ja tutaj też mieszkam. Poprost zeszłam z sypialni na górze, chyba tyle jeszcze mogę?
- Przestańcie sie kłócić. Boże, Ron jesteś załosny...
- Nie wiem, o co ona ma do mne pretensje?
- To nasza siostra, a Ty szczerzysz sie z nie wiem czego.
- Ty tak łatwo sie przyzwyczaiłaś do naszej nowej siostry? Bo ja jakoś nie i wybacz, ale to dla mnie obca osoba. I mam dosć traktowania jej jak nadtłuczonego jajka!! Rozumiesz?

- Teraz rozumiem. - odezwał sie cichy kobiecy głos. Z oczu Jenny spływały cicho łzy,gdy przemówila odczuli dziwne drgania głosu. - Tak, Ron, to jest żałosne, masz sie z czego śmiać. Wszyscy macie!! Komedia!! Macie mnie za wariatkę? Myślicie, że nie widzę, jak tutaj na mnie patrzycie? Jak na obcą, jak na zdrajcę. Ty, Twoi bracia, wszyscy! Dlaczego? Tylko dlatego, ze chciałam być szczęśliwa z Waszym profesorem? Tak dużo? - głos sie załamywał, a z oczu spływały coraz większe łzy. Wpatrzyła sie w oczy Rona, swoim przenikliwym spojrzeniem, odwróciła sie na pięcie i wyszła szybkim krokiem z domu trzaskając drewnianymi drzwiami. Wiedziała dokad idzie.
Nad wodą rosły drzewa i płakały z nią, a woda zmyła cierpienie, chociaż ukoić nie chciał go nikt.

skomentuj (6)